5 kwi 2016

[Daily Note] Nie wiem, jaki powinien być tytuł..

Chyba każdy z nas ma takie dni, kiedy ma ochotę nie wychodzić z domu, rzucić wszystko gdziekolwiek i być obojętnym,
Chyba każdy z nas miał taki dzień, kiedy nie mógł tego zrobić i  był zmuszony do swoich obowiązków, do wypełnienia tego, co miało zostać zrobione.
Chyba każdy z nas miał taki dzień, kiedy coś nie poszło po jego myśli i wydarzył się mały wypadek, który zrujnował dalsze życie.
Mój rozpoczął się wczoraj.
Może na początek przyznam się Wam, że od dawna miewałam dziwne sny, w których przewijała się liczba 4- a dokładniej data, która dotyczyła każdego czwartego dnia miesiąca. Był to znak, że muszą być to jakieś niesamowite dni, gdzie może się coś zdarzyć- niesamowitego, cudownego, po prostu fajnego. I tak się złożyło, że 4 kwietnia wydarzyło się właśnie coś..
Najpierw miałam jechać razem z moim bratem do miasta, aby odbyć wizytę u pani doktor, który sprawdzi mój kręgosłup i zapisze na kolejne zajęcia rehabilitacyjne.
Niestety, 4 kwietnia okazał się bardzo, bardzo pechowy...
   A wszystko rozpoczęło się, kiedy od tygodnia moją mamę bolał niepokojąco brzuch, na tyle, ze zdecydowała się pójść z tym do lekarza, który.. zalecił wizytę w szpitalu, akurat wczoraj.
Byliśmy bardzo roztrzęsieni, ja z moim bratem, gdyż na oddziale nie dość, że było duszno, nie dość, że było mnóstwo ludzi, to.. czekaliśmy od 13 do 16 (3 godziny) zanim przyjęli ją na jakiś wydział.
Tabliczka informująca nas, że czas oczekiwania może wynosić średnio 6 godzin wcale nas nie pocieszał, nie uwzględniając tego, że niektórzy nie mieli nawet, gdzie siedzieć i mój tata przez ten cały czas stał pod ścianą.
Zabieganie i opóźnienia lekarzy frustrowały wszystkich dookoła i ja także chciałam być tylko w domu. Kiedy w końcu moja mama mogła udać się na badania.. czekaliśmy w korytarzu 6 godzin (od szesnastej).
Byłam strasznie, niemiłosiernie zmęczona, a przez to, że nie byłam w szkole, myślałam tylko o tym, żeby odpisać lekcje, o tym, że mam do nauczenia się na sprawdzian i tonę innych rzeczy. Tylko do szkoły.
Przez sześć bitych godzin, mój młodszy brat zaczął płakać z nerwów, co może się stać mamie i samego zaczęła boleć noga. Siedział na torbie i wpatrywał się w podłogę, chociaż widział, że długo tak nie wytrzyma. Ja jakimś cudem znalazłam wolne krzesło i mogłam usiąść, nasłuchując roześmiane sekretarki, zajadające ciastka, popijające kawę i krzyczące na przybyłych, ze nie mogą nic zrobić. Krzyczące, powtarzam, nie mówiły tego łagodnie.
Przez sześć godzin nie wiedzieliśmy co z naszą rodzicielką, bo nikt nie chciał udzielić informacji. Na domiar złego, policja zaczęła przyprowadzać pijanych kierowców (w tym strasznego starego dziadka, który się awanturował), którzy mnie przerażali na tyle, ze miałam ochotę uciec.
Tak wygląda rzeczywistość, która pokazuje, jak wygląda oddział szpitalny, gdzie czekanie wynosi przynajmniej 6 godzin, a w całym ośrodku jest tylko jeden lekarz.
Przyznam się Wam, że byłam w pół nieżywa, bo nie jadłam nic, tylko w środku drogi zjadłam trochę ciastek, i do tego zmęczona tą niecierpliwością,.
Około godziny 22 zaczęła mnie boleć głowa i myślałam, że zemdleję. Było już tak ciemno, aż w końcu mogliśmy odejść do samochodu, bo w końcu ktoś nam powiedział łaskawie, ze jednak mama zostaje. Na cały bity tydzień, bez informacji, co dokładnie jej dolega.
Nie wiem jak na to wszystko reagować, bo to miał być szczęśliwy dzień, bo każdy 4 dzień miał coś znaczyć, a co mnie spotkało? Samo nieszczęście.

Piszę ten post dopiero o tej godzinie, bo dopiero teraz skończyłam przygotowywać notatki i uzupełniać lekcje z poniedziałku, a pozostała jeszcze nauka i projekty.
Przepraszam, ze dziś trochę ponarzekałam, ale musiałam opisać Wam choć w małym stopniu i wielkim skrócie jak minął mi ten oczekiwany dzień, który zapisywałam sobie na ręce, odkąd tylko zaczął mi się śnić. Bardzo się boję kolejnych czwartych. Mogą być dużo gorsze :/

A u Was co się ostatnio działo? Macie jakieś historie związane ze szpitalem? A może też mieliście męczący dzień? Piszcie!
Buziak!

8 komentarzy:

  1. Współczuje, ale warto ponarzekać :)
    Wczoraj oglądałam wyciskacz łez i emocje nie ustały do dziś.

    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też oglądam coś, co mnie na chwilę odmóżdża, że tak powiem :dd Pomaga na stres! :)

      Usuń
  2. współczuję, niestety w bardzo wielu szpitalach właśnie tak jest. sama znam dobrze ten temat, bo spędziłam w szpitalu bardzo dużo swojego życia. Trzymaj się kochana!
    pozdrawiam cieplutko myszko :*
    w wolnej chwili zapraszam do siebie:
    ayuna-chan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Byś widziała mnie i mój wkurw na izbie przyjęć jak się odszczekiwałam lekarzowi, bo chciano mnie kierować do Gniezna lub Kościana... Ale podejrzewam, że są tutaj przyzwyczajeni do takich akcji. Ostatecznie wykonano telefon do profesora, przenieśli łóżko z oddziału męskiego i mnie przyjęli ale awanturkę sobie odwaliłam XD. Zapewne sprawiałam wrażenie rozhisteryzowanej i niepoczytalnej. A jeszcze na skierowaniu było napisane że mogę zagrażać sobie lub życiu innych. I tak nie zapomnę tekstu:
    - Ile się czeka na miejsce?
    - Około dwóch tygodni...
    - To ja sobie poczekam!
    - Pani dwa dni temu chciała popełnić samobójstwo.
    - No i co z tego. XD
    Szopka w kit xDD no ale co zrobić tak działa izba przyjęć w tym kraju. Ale na lekarza zawsze można podrzeć mordę xDD
    Już się po prostu z tego nabijam, trzeba mieć do tego dystans... :p
    www.tylko-szum.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieje, że z Twoją mamą jest już wszystko w porządku. Dziwne te Twoje sny... może kolejne 4 dni będą lepsze :) Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

UWAGA!
Nie bawię się w obs=obs!
Sprawdzam wszystkie komentarze, te z notką 'wpadnij do mnie' 'super post, zapraszam do mnie' nie będą zatwierdzane!
Po za tym dziękuję za każdy sensowny komentarz! :)

Copyright © 2014 Lipcowa , Blogger