11 lip 2018

Starożytny rym współczesnego świata

Moros Aurory

Prądem pieszczony głos mój dotykasz, 
strunami gładzisz me płuca.
Kołysząc wargami  ust, zmysłów dosięgasz,
zakręcasz w dwie strony do ucha.
Lecz cóż to się dzieje?
Nie czuję zapachu, oddechu na szyi jest brak.
Z tęczówki, siatkówki powiekę zamykasz, w źrenicy pozostał ślad.
Malujesz paznokciem ,w rozumie patykiem,
wśród rzymskich piasków w lecie.
A wiatr ten lipcowy wędrując spokojnie,
rozpływa się w nieba fiolecie..
Auroro*, gdzie jesteś? Nie słyszysz wołania?
Gdy prądem pieszczony głos mój dotykania..
Sznurujesz kolibry oddechem muskania, 
nie słychać lamentów i łkania.
Na wznak położony twój brat Sol*, już znika.
Nadziei nie widzę ja w tobie.
Na zawsze twa Luna* me serce przytłacza, 
w diademie, rozpaczy, okowie. 


22XI2017

*Moros-w greckiej mitologii oznacza los, fatum przeznaczone śmiertelnikom.
 Aurora- z mitologii rzymskiej boginii brzasku i świtu, nowego dnia.
 Luna- z mitologii rzymskiej bogini Księzyca, 
 Sol- z mitologii rzymskiej bóg Słońca (święto obchodzone 8 sierpnia!)



Panteon w Rzymie

Krótko mówiąc, chciałam podzielić się z wami moim wierszem, który napisałam pewnego listopadowego wieczora minionego roku.  Nawiązuje on do mitologii, którą uwielbiam i nie mogłam się oprzeć, by nie użyć jej w moim amatorskim tworze. Nie będę ukrywać, że brzmi on lekko patetycznie, jednak próbowałam oddać wszelkie emocje i opisać pewną sytację w jednej metaforze. Sytuacja niezwykle przykra, ale za to przypomina mi ona przepiekny Rzym i świątynię Panteon w całej okazałości.
Kiedy zamykam oczy i przywołuję widok opisany wyżej, pocieszam się odzwieciedleniem antycznych świątyń. Widzę w nich siebie, oddawającą czci bóstwom, i składającą "modły" w postaci tych kilku wersów. Pisząc go, czułam, że mój los się dopełnił i będę już na zawsze  uwięziona między Sol a Luną, przygnieciona przez porażki mego życia i inne niepowodzenia.
Tytułowy moros jest nam bardzo bliski, zdaje się zapowiadać najlepsze chwile, jednak nagle sprawa przybiera innego tempa.
Myślę, ze każdy w swoim zyciu napisał jakiś depresyjny wiersz, mój wprawdzie nie jest  stricte depresyjny, ale zmusza mnie do refleksji i do stwierdzenia, że upadek ludzkości jest nieuchronny, a wszystko, co kochamy kiedyś zgaśnie (podobnie jak Sol).
Natomiast majestat starożytnych jest o wiele potężniejszy, on przetrwał tysiące lat, jest nieskończony i niezapomniany, wciąż podziwiany. Widział bitwy, zgubę naszych dusz. Kiedy my walczymy, on się przygląda, my walczymy o coś i tracimy, a słońce nad nami znika, rozpływa się. Ludzie rozkładają się na cząstki, ale te budowle? Nad nimi czuwa Aurora. My możemy jej już nie zobaczyć.
Także, Auroro gdzie jesteś?
Ludzie szukają w tobie ukojenia, a ty nas zostawiasz na lodzie...


Możecie wyrazić swoją opinię. Jak byście go zinterpretowali? Jego cechą jest fakt, że może dotyczyć praktycznie wszystkiego w zależności od tego, jak wy sami go przeanalizujecie i o czym w danej chwili pomyślicie. 
Pozdrawiam Was serdecznie, żeby Sol i Aurora was nigdy nie opuścili!

Lipcowa

Czytaj dalej »

8 lip 2018

"Pasażerka" Alexandry Bracken


Pasażerka jest całkowitym przypadkiem w mojej domowej bibliotece, gdyż nie zamierzałam jej przeczytać, pomimo że wrzało o niej w każdej strefie książkowej. Każda książkowa youtuberka była zachwycona, powstawały filmy chwalące dzieło Alexandry Bracken, a ja mimo, że zapisałam książkę na liście :"to-be-read" , nie wiedziałam z czym miałabym do czynienia. 
Zupełnym zrządzeniem losu okazało się wybranie na ślepo ostatniego egzemplarza leżącego na półce księgarni, a skuszona zostałam tym, iż wiedziałam, że "o, ona była polecana, chyba ją wezmę". 
Jak bardzo byłam zaskoczona, kiedy przeczytałam opis powieści!
Może tego nie wiecie, ale jestem wielką fanką powieści przygodowych, fantastycznych, ale najbardziej uwielbiam historical fiction, czyli proza, w której akcja ma jakiś kontent historyczny, np. odbywa się w przeszłości. A tutaj, tej przeszłości mamy bardzo dużo. Ale czy na pewno odniosło to satysfakcjonujący efekt?
Zapraszam do recenzji wszystkich zainteresowanych!


1.Główne informacje
Autor: Alexandra Bracken
Tytuł oryginalny: Passenger
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 11.10.2017
Liczba stron: 432
Polskie tłumaczenie: Maciej Pawlak

2. Opis fabuły:
Prawie 18-letnia Henrietta "Etta" Spencer jest cudownym dzieckiem skrzypiec, które stoi przed swoim wielkim muzycznym debiutem. Nagle z XXI wieku, dziewczyna przenosi się do XVIII na spotkanie z piratem Nicholasem Carterem, nieszczęśliwie połączonego kontraktem z rodziną Ironwood. Wspólnie wyruszają na poszukiwanie niezwykłego przedmiotu przez epoki i kontynenty narażając na niebezpieczeństwo nie tylko siebie. Etta pragnąca wrócić do współczesnego Nowego Yorku, musi zmagać się z możliwością, że być może droga do domu zostanie dla niej na zawsze zamknięta...


Zwiastun książki Let's Talk YA: (który  moim zdaniem jest tak piękny i naprawdę oddaje nastrój, jaki ma się podczas czytania! Piosenka to TOM ROSENTHAL- IT'S OK)



 3.Slabe strony
Kiedy tylko przeczytałam opis z tyłu okładki, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, jak dobrze trafiłam z wyborem! Przecież ta książka ma wszystko, co kocham - podróże, historię epok, zamierzchłych  czasów i romans w tle. Lukier zniknął tak szybko, jak tylko rozpoczęłam lekturę. Nie zrozumcie mnie źle, książka nie jest zła, jednak spodziewałam się po niej czegoś więcej.
Zazwyczaj nie czepiam się szczegółów, ale z racji, że jest to recenzja, bardzo subiektywnie (i szczerze!) opiszę to, co rzuciło mi się w oczy podczas czytania.
Podróż w czasie brzmi glorious, ale w trakcie lektury wyczułam, jakby nie była to pełnoprawna książka, a fanfiction napisane, aby zaspokoić miłośników gatunku.
Treść mimo chęci bycia bogatą w opisy, przebiła samą siebie i tym oto sposobem mamy 30% akcji, 30% opisów ubrań (do tego jeszcze wrócimy, i swear) i 40% przeładowania informacjami i to tak bardzo, że czułam, iż sama autorka pogubiła się w tym, co napisała.
Momentami musiałam się zatrzymać i zapytać siebie co się właśnie wydarzyło, gdyż brak logiki bywa tutaj powszechny. Przyznaję, nie jestem zbyt inteligentną czytelniczką, więc może to moja wina, że gubię się w milionowych wersjach drzew genealogicznych i zagadek rodem z szlafroka holmesa. A tak na poważnie, to żartuję  i przesadzam, nie jest tak źle, jest wręcz bardzo dobrze, bo to zmusza czytelnika do myślenia i jednoczesnego podziwu na jakich dzikich substancjach importowanych z Damaszku  Alexandra musiała być, żeby stworzyć cały plot.
Co do samego podróżowania, więcej uwagi zyskują ubrania danych epok, niż sam wątek, i mimo, że mamy mniej więcej wytworzoną atmosferę miejsca podróży bohaterów, to opis odwiązywania gorsetu widocznie bardziej zaciekawił autorkę, żeby nagle styl pisania stał się przyjemniejszy.
Kolejną rzeczą jest to, że okładka podoba mi się bardziej, niż się mogłam spodziewać. Wińcie mnie, shame i tak dalej, ale czuję tutaj kolejny mindfuck- butelka z panoramą wielkiego miasta, odbicie morskich fal i statku piratów. Cudowne, ale szkoda, że samego piracenia nie ma wystarczająco dużo. Całkiem szczerze, bycie na morzu trwało zbyt krótko, aby poczuć się jak morski majtek załogi, a tym bardziej, żeby przez resztę książki nazywać pieszczotliwie Ettę "piratką". Mimo zapewnień Nicka, jak bardzo kocha żeglugę i to jego całe życie, mnie nie przekonał.
Sprzecznośc w tytule rodzi kolejny konflikt, gdyż brzmi on "Pasażerka", a nie znalazłam w niej pasażerów, chyba, że tygodniowy  pasażer statku! Pasażer podróży w czasie? Lepiej,jakby Nick nazywał ją "pasażerką", wtedy miałoby to jakikolwiek sens.
Następna rzecz, która mi przeszkodziła to fakt, iż książka jest nierówna - parę stron jestem potwornie zaciekawiona, a potem przychodzi kilka stron z dialogiem o niczym konkretnym (albo kolejnych wydarzeniach z przeszłości, które czytelnik musi sobie poukładać w głowie, o ile jeszcze nie zrezygnował).
Na sam koniec nie czułam żadnych emocji, nawet teraz wspominając tę książkę nie czuję, żebym obdarzyła ją jakimś sentymentem. Może dlatego, że wiedziałam, że jest jeszcze druga częsć, ale ciii.. Nawet teraz spoglądając na nią leżącą na półce, bardziej zachwycam się okładką, niż wspomnieniem treści...


4. Dobre strony
To może teraz omówię krótko zalety powieści, których równiez było sporo!
Z racji, że jest to interesujący mnie gatunek, byłam pozytywie nastawiona przed przeczytaniem. Muszę przyznać, że do stworzenia czegoś w tym rodzaju, trzeba mieć łeb, bo charakter tajemnicy i zagadek czychających między wierszami miło mnie zaskoczyła.
 I co się rzadko zdarza, w Pasażerce występuje bardzo mała ilość denerwujących bohaterów. Fakt, czasem mam zamiar usunąć albo dodać parę linijek dialogu komuś, ale tak jak w prawdziwym życiu, nie mamy wpływu na czyjeś czyny i słowa. Obdarzyłam wielką sympatią głównych bohaterów, zwłaszcza Nicholasa, w którym jestem zakochana. On i Etta są tak naturalnie uroczy, że wierzę w ich więź i relację, nawet jeśli trochę za szybko się potoczyła (ale ile razy się zdarza coś od pierwszych chwil). Oboje są naturalnie powiązani chemią i ich wspólne fragmenty były moimi ulubionymi, szczególnie podczas zbliżeń, dotyku twarzy, dłoni, włosów. Ich intensywność sprawiła, że chyba stałam się fanką romantycznych wątków *shook*. Obyło się bez zbędnych fochów i wielkich kłótni, za co jestem bardzo wdzięczna, tak trzymaj Alex!
Sekwencje połączenia między człowiekem a muzyką zachwyciły mnie, nawet jeśli nie było ich zbyt dużo.( np. fragment,  kiedy Etta "wygrywa" na własnych żyłach nuty, aby odtworzyć w swych myślach odgłos skrzypiec)
Podziwiam tę dbałość o detale, sama uwielbiam skupiać się na opisywaniu guziczków przy koszuli mojego lubego, ale zazwyczaj staram się, aby uzyskać balans i nie przeszkadzało to czytelnikowi. Na szczęście mnie aż tak nie rażą podobne fragmenty i cieszę się, że ktoś tak samo jak ja jest zakochany w opisywaniu przeżyć i emocji bohaterów. Do tego prosta droga, aby wejść w skórę takiego Nicholasa i doświadczyć jego bólu egzystencjalnego. Albo fragment z parą tańczącą w tunelu, tak niewinnie, niczego nie świadomi, ten szczególik nie wnoszący nic do fabuły mnie jednak kupił i do teraz wspominam go z uśmiechem na ustach. Dodam jeszcze zachwyt nad wątkami feministycznymi, który myślę że był dobrym zabiegiem, tak samo jak handel niewolnikami, istotny i charakterystyczny dla poprzednich wieków.
Alexandra Bracken studiowała historię i literaturę, dlatego miała duże pole do popisu w powieści stricte historycznej wykazując się wiedzą na temat ciekawych obrazów, architektury, miejsc, czy zdarzeń, które miały miejsce setki lat temu. Jest to dobra lekcja historii, która mogę polecić, gdyż uczymy się czegoś, podczas rozrywki (ale bez przesady, to raczej podstawowe informacje mające za zadanie wprowadzić nas w charakter danej epoki, jednak to przyjemna odmiana dla kogoś, kto lubi wystawy muzealne, czy zwiedzanie znanych miejsc).


5. Ulubione cytaty 
Bracken uruchomiła receptory i naprawdę wyskrobała parę interesujących zdań, które zamieszczam poniżej:

Lepiej prosić o wybaczenie niż pozwolenie.

Jesli dwoje ludzi nie pasuje do epoki, w której się znaleźli, to czy muszą spełniać jakiekolwiek oczekiwania poza własnymi?

Nie należy żyć w przeszłości ani w przyszłości, ale tu i teraz. A na przyszłość przyjdzie jeszcze czas.

Wieczność to nie dziś. To nawet nie jutro.

Ze zdziwieniem przekonał się jak miękki jest dotyk śmierci. To wręcz nie w porządku, że ot tak poddaje się temu dotykowi, nie walcząc, nie próbując się wyswobodzić z uścisku kostuchy, nie krzycząc na nią do utraty tchu, nie rzucając jej wyzwania.

Miłość z natury jest saolubna, prawda? To pod jej wpływem uczciwi ludzie zaczynali pragnąć tego, do czego nie mieli prawa. Odgradza człowieka od reszty świata, wymazuje czas, odrzuca rozsądek. Sprawia, że człowiek ulega urojeniu, że może walczyć z tym, co nieuniknione. Że pragnie się czyihś umysłu i ciała. Że nabiera się przekonania, jakoby zasługiwało się na miejsce w czyimś sercu.

Gdzie niegdyś było życie, tam teraz królowała śmierć, nadzieja ustąpiła przed rozczarowaniem , 
a radość przedzierzgnęła się w rozpacz. 

John Donne-  Dzień Dobry 
Dzień dobry naszym budzącym się duszom, 
co spojrzeć jeszcze na siebie nie śmiały —
Gdyż ledwo spojrzą, wzrokiem ściany skruszą,
Ogromne Wszędzie czyniąc z izby małej.
Niech więc podróżnik nowe światy bada,
Niechaj kartograf świat na świat nakłada;
Z nas każde samo światem jest — i świat posiada.


6. Podsumowianie
Tak naprawdę, oczekiwałam wielkiej przygody niż romansu, a ogółem to właśnie miłośc tej dwójki spodobał mi się najbardziej i ich wspólne fragmenty czytało mi się najlepiej (no może zmieniłabym parę kwestii i dialogów, Etta naprawdę musi popracować nad sobą).
Dlatego znalazłam parę fan artów przedstawiających te gołąbeczki, zobaczcie sami:
Image result for nicholas carter and etta spencer fanart
https://78.media.tumblr.com/acbf760749d2d8bc4badbb9016805e98/tumblr_ok7z2tdizK1uvezaio2_r1_500.jpg

You Are My Passenger by meabhdeloughry
https://www.deviantart.com/meabhdeloughry/art/You-Are-My-Passenger-590157093

Pomysł jest świetny, może wykonanie wymaga większych poprawek, ale przecież nic z tym już nie zrobimy. Zabieram się do czytania kolejnej części i zobaczmy, jak potoczą się losy naszych podróżników!
(Ps. Chciałabym, aby powstał film na podstawie tej powieści, mam wrażenie, że wywarłby na mnie większe wrażenie. Jeśli czyta to jakiś reżyser, zróbcie z tego film, pliska.)

7.Ocena
Książkę oceniam na 6,5/10, dobra przyjemna lekturka dla niewymagajacych!
Czytaliście, znacie, chcecie przeczytać?


Lipcowa
Czytaj dalej »

7 lip 2018

Four years later...


Witajcie ponownie po prawie 4 latach, odkąd założyłam tego bloga. Myślę, że nikogo nie zdziwię, jeśli napiszę, że był to najlepszy pomysł, jaki kiedykolwiek przyszedł mi do głowy i jednocześnie żałuję, że nie podołałam go podtrzymać..
Posiadanie swojego własnego bloga jest niesamowicie odpowiedzialnym zadaniem, zwłaszcza kiedy jest się świadomym swojego braku umiejętności zarządzania czasem i  posiadania talentu do jego marnowania.
Czasami nie wie się, czy to była właściwa decyzja, czy odejście otwiera nowe ścieżki. Muszę przyznać, że to czego się nauczyłam przez te 18 lat życia, to na pewno to, że nie zawsze trzaśnięcie drzwiami daje ulgę, nie zawsze skłania do uśmiechnięciu się pod nosem i powiedzeniu sobie "Oto zaczynam nowy rozdział". Przez tyle lat szukałam "nowego rozdziału", jakiegoś celu, lecz kiedy go zdobyłam, czułam pustkę, po zdobyciu tego, co chciałam- nie było nic.
Zawsze chciałam być blogerką. Ale nie taką zwykłą, chciałam być tą konkretną blogerką, która czerpie niesamowitą radość z przelania swych myśli na klawiaturę w prostych słowach. Chciałam, aby zlepek literek w ekranie komputera inspirował, dawał do myślenia, ale przede wszystkim, żeby dawał mi tę dziecięcą niewinną radość z tak prostej czynności. Nigdy nie będę rzeźbiarzem, albo malarzem, choć chciałabym, nie znajdę się w innej generacji, dzieci nie będą o mnie czytały na lekcjach historii. Wszyscy jesteśmy małymi mróweczkami w tym wielkim świecie i każdego z nas dosięgnie kryzys wobec swojego istnienia. Kiedyś zginiemy, właśnie dlatego jedynym naszym celem powinno być zostanie egoistycznymi bestiami, dla których prawdziwym celem będzie sprawienie sobie dziecka własnej pasji i życie zgodnie z nią. To co mogę Wam powiedzieć, to to, żebyście nie poddawali się nigdy i mieli wiarę w siebie. Będziecie lubić wiele rzeczy w swoim życiu, ale znajdźcie tę główną, która nigdy wam się nie znudzi.
Bycie artystyczną duszą, humanistycznym umysłem, zbłąkanym filozofem współczesnego wieku nie jest proste, pomimo wielu dróg, w których możliwe jest się wyrażać.
Obecne media są na tyle wymagające, że każdy chce się przebić, wygrać, być zauważonym.
Tylko dlaczego ciągle biegniemy i uciekamy? Uspokój się, usiądź, weź głęboki oddech w ten lipcowy poranek, pomódl się i powtórz.
Twoja pasja nie jest obowiązkiem, twoja pasja to pasja i koniec kropka.
Właśnie z takiego banalnego powodu wróciłam, bo nauczyłam się, że poddanie się to zmarnowanie najcenniejszych chwil swojego życia i kiedy wiem, jak powinna wyglądać moja przyszłość, muszę ją tworzyć tu i teraz, teraz albo nigdy.
O czym w takim razie pragnę pisać? O wszelkiej kulturze w każdym możliwym tego słowa znaczeniu. Odkąd pogodziłam się z tym, że pisanie to coś, co chcę robić przez całe moje życie, zaczęłam to robić i nigdy tak bardzo nie cieszyłam się robiąc coś, co potrafi każdy!
źródło: pinterest

Może zabrzmi to patetycznie, ale ocenianie idzie mi na tyle dobrze, co wyrażanie swojej opinii, a że lubię wyrażać swoją opinię, nie zdziwi Was, jeśli zacznę pisać recenzje.
Recenzje książek, filmów, seriali, obrazów, rzeźb, architektury, muzyki, miejsc, które odwiedziłam. Rozwijam się cały czas, a rozwinęłam już na tyle, by nie bać się pisać o tym, co tak bardzo kocham całym serduszkiem.
Krótkie wpisy z pamiętnika, interpretacje wierszy i wszystkiego, co mnie zachwyci.
Jeśli ktokolwiek z Was chce przebyć ze mną tę niezwykłą podróż okiem laika sztuki i kultury, już teraz możesz mnie zaobserwować, dodać komentarz, albo po porostu czytać "po cichu". 
I życzę wszystkim blogerom, żeby również pisali o tym, co ich interesuje, a tym, co myślą nad założeniem swojego bloga- nie bójcie się niczego, to Was nie zabije, a jedynie wzmocni,a co was wzmocni, to was uświadomi, że była to właściwa decyzja, kolejne nowe doświadczenie, którego nikt Wam nie zabierze.  

Na pokład wsiadać proszę, lecimy!

I draw a line over the past.
Żegnam się z przeszłością. Nigdy jej nie zapomnę, ale się z nią godzę. Bo oto nadchodzi przyszłość, lecz życie toczy się tu i teraz, tworzę je w tej chwili.
Na koniec dodam tylko piękny wiersz Roberta Frosta, którego wprost uwielbiam i zapraszam do czytania mojego bloga :) Oczekujcie nowych postów, a z racji bezpieczeństwa proszę nie czytać starszych notek, potraktujcie ten post jakby mój blog dopiero co został założony.
Pozdrawiam was małe słowiki, spread your wings and fly

Lipcowa

Some say the world 
will end in fire,
Some say in ice.
From what I’ve tasted of desire
I hold with those who favor fire.
But if it had to perish twice,
I think I know enough of hate
To say that for destruction ice
Is also greatAnd would suffice.

Czytaj dalej »

5 mar 2017

Let's find your inner beauty

    Pewnie nie raz spotkaliście się z hejtami w internecie, w domu, w szkole, na własnym przykładzie czy też innych. Pewnie  nie raz wpadaliście w kompleksy, widząc zdjęcia pięknych dziewczyn na okładkach magazynów, czy na zdjęciach  z Instagrama. Nie raz mogliście doświadczyć porównań- ktoś jest ładniejszy od was, lepszy? A wy po prostu brzydcy. 
Głównie kobiety na co dzień zmagając się z masą dobijających zewsząd haseł- Jak być piękniejszą, jak schudnąć 20 kg w miesiąc, jak poderwać chłopaka, tylko dzięki naszemu zestawowi ubrań!
Stoicie przed lustrem zastanawiając się, co jest z wami nie tak, że nikt nie zaprosił was na imprezę, żaden chłopak nie spojrzał, a wy same jesteście brzydsze od swoich koleżanek. 
Wokół dopada nas narcyzm, fałszywość i coraz mniejsze socjalizowanie się z ludźmi Żyjemy tylko po to, żeby wyglądać lepiej i żeby inni mogli nas podziwiać..I czasem nie nadążamy za tym wyścigiem szczurów, chcąc odpocząć. I zamykamy się na wszystko, bo przecież jestem brzydka, więc po co żyję. 

Dziewczyny malują się nie tylko dlatego, żeby uwydatnić swoje zalety, podkreślić je, bawić się tym, ale głównie z powodów kompleksów,żeby zakryć  defekty, przez które zostały w jakiś sposób odrzucone. Czujemy się lepsi. A potem zmywamy tę maskę i co słyszymy?
Że wyglądamy źle.Że nasz trądzik jest obrzydliwy. Inni mówią .Oceniając po tym, jak ktoś wygląda bez makijażu, a nawet z (za dużo tapety, sztuczność, plastik) krzywdzimy. Oceniając po tym, jak wyglądamy na zewnątrz NIE DAJEMY SZANSY POKAZAĆ CZYJEGOŚ WNĘTRZA. 
 Wolimy zaszyć się gdzieś w kącie i zamknąć w sobie. Płaczemy, robimy wiele rzeczy, aby dogodzić innym, aby w końcu poczuć się pięknym człowiekiem.
Ale wiesz, co to jest piękno? To to, kim jest w środku. Bo brzydcy będziemy wszyscy, kiedy się zestarzejmy, wszyscy będziemy pomarszczeni, ale to, jakimi ludźmi byliśmy i jakie mieliśmy serce zostanie do końca życia. Nasza osobowość jest o wiele cenniejsza niż to, czy ktoś oceni nas jako kogoś ładnego. Bo wszyscy jesteście piękni, tacy, jacy jesteście. A przecież ta osoba, która ma ten trądzik i jest większa, od Ciebie, może być bardzo inteligentną i kochaną osobą. 
Jeden uśmiech, potrafi zmienić ludzi w najpiękniejsze istoty tego wszechświata. Poznając kogoś, nie patrzmy na to, jaki jest, z czasem nie będzie to miało znaczenia, bo czy ma to, że ktoś ma krzywy nos, czy male usta, wory pod oczami, czy się maluje, czy może nie? Nikt nie jest idealny, nie ma ideałów, i nigdy nie będzie. Nasz wady to nasze zalety, jesteśmy nieskazitelni, bo mamy nieskazitelną duszę i ona daje nam piękno, prawdziwe, jedyne. 
Bądźmy dobrzy, uśmiechajmy się. Nie krzywdźmy innych, nie skreślajmy ich ze względu na to, że może się nam nie spodobać czyjeś czoło, które jest zdecydowanie zbyt wysokie. Dlaczego standardy maja mieć taki wpływ na to, jak się czujemy? 
Samobójstwa również popełnia się ze względu na nienawiść z powodu wyglądu. Zakończmy to, chociaż w naszym najbliższym kręgu, w którym żyjemy. Ponieważ jesteśmy piękni, ty i ty, i każdy inny człowiek jest piękny. Nie oceniajmy innych, nie oceniajmy też siebie tak krytycznie. 
Najpierw trzeba pokochać siebie, aby móc pokochać innych. Kiedy ktoś powie Ci, że jesteś piękny/a (bo jesteś!), nie mów, że to nie prawda, nie krytykuj siebie, po prostu uwierz. Dla ludzi, których sobie zjednasz będziesz piękny i taki pozostaniesz, nie tylko w czyiś oczach, ale też własnych.
Na ytubie znalazło się wiele filmików z wielu kampanii, w których dziewczyny pokazują, jak zostały potraktowane w internecie przez swój wygląd, oraz akcji. Jesteś, jaki jesteś, to twoje życie i dlatego masz prawo robić, i wyglądać jak chcesz. Ale i tak będziesz piękny, bo każdy z nas jest. 
POWIEDZ SOBIE, ŻE JESTEŚ PIĘKNY. POWIEDZ TO INNYM. MASZ DOBRE SERCE, JESTEŚ PIĘKNY. NA TYM POLEGA PIĘKNO. 




 Dziś można by powiedzieć, że dość oczywiste rzeczy, ale tak wiele osób zapomina o tym, aby czuć się pięknym bez względu na to, jak ludzie oceniają. Nie możecie się poddawać, tylko żyć dalej, wiedząc, że ktoś tu was kocha najmocniej na świecie. Jesteście piękni słowiczki!
Czytaj dalej »

26 lut 2017

New inspirations

    Hej kochani, dziś pragnę powitać was  nowym postem na moim blogu, a takiego nie było od jakiś 2 tygodni. I powiem wam, że po raz kolejny sporo się wydarzyło, do tego zachorowałam i resztkami sił piszę tę notkę. Muszę dodać trochę koloru do swojego życia i dalej mieć nadzieję, że wszystko w końcu będzie dobrze.
Przez parę miesięcy bardzo się zmieniłam, zmieniałam swój styl i siebie, ale mimo to, nie czułam się dobrze. Pomyślałam więc, że czas na kolejne zmiany, tym razem takie, które naprawdę uczyniłby mnie szczęśliwą. 
Wiadomo, że to, jak wyglądamy oddaje po części to, jak chcemy wyglądać i każdy chce wyrażać swoją osobowość poprzez ubiór. Ja jednak przez całe życie poszukiwałam w sobie tego czegoś, co będzie moim motywem przewodnim, co będzie wyznaczać moje idee- to, jaka chcę być.
I było ciężko, bo nadal stoję w miejscu, w którym nie wiem, kim jestem. 
Powiedzmy sobie szczerze nikt nie chce być rozmytym szarym punktem. Każdy chciałby być wyrazisty w sobie. Być po prostu najlepszą wersją siebie. Ale co, jeśli nie wiemy, jakimi jesteśmy?
Zazwyczaj ludzie boją się powiedzieć, czego pragną i to ich dzieli od szczęścia, a ja mówię otwarcie, czego pragnę- pragnę być sobą, prawdziwą sobą, Nie kimś przerysowanym, kimś, kto powtarza coś za kimś innym, nie chcę być marną kopią czyjeś osoby.
I przyznaję, że całym swoim sercem jestem wewnętrznie i chyba zawsze pozostanę hippiską (modern), w mojej duszy zawsze będzie gdzieś motyw bohemian, gypsy. I zawsze będę tym słońcem i gwiazdami gdzieś w sobie, tym dzieckiem lasu, kwiatów, który chciałby poczuć dzikość, szaleńczość, ale też wolność, niekonwencjonalny sposób życia, po prostu życie pełną piersią, biegać boso po polach, spać na drzewach, pod gwiazdami, robić wianki na głowę, być tym dzieckiem z ery kamienia łupanego, który nigdy do końca nie dorośnie, tym małym dzikusem, który pokaże swoje oblicze dopiero komuś specjalnemu.. 
Ale, co jeśli na zewnątrz nie jestem taka? Czy muszę za wszelką cenę taka być? A może nie muszę tego nikomu udowodniać, bo jak napisałam- tylko ten, kto będzie miał odwagę bliżej poznać mnie, dowie się, kim mogę się stać. 
Na zewnątrz może być nieśmiała, powiedzmy, że porządna dziewczyna, która jeszcze gdzieś poszukuje swojego stylu, która praktykuje i sprawdza wszystko ,co możliwe.
Która nie chce być jak inne, ale mimo wszystko taka jest. I czy to grzech? Absolutnie nie. Po prostu INSPIRUJMY SIĘ wszystkim, co chcemy- ludźmi, którzy nas otaczają, ikonami, które podziwiamy, wyznaczajmy własne trendy, możemy śledzić to, co jest modne, nosić to, co nam się z tego podoba, wracać, odchodzić i tak w kółko. 
Szczerze ciężko czasem jest wybrać po prostu to, co nam się tak bardzo podoba, tak szczerze, bo ludzie nadal idą ścieżką- to, co modne, to najlepsze. A co z tym, co my chcemy? 
Zawsze gdzieś miałam dziwny gust, kiedy innym podobała się jakaś bluzka, mnie podobała się inna, i zawsze myślałam, że może ze mną coś jest nie tak, nie mam gustu? Absolutnie nie. Bo każdy ma swój własny smak do wszystkiego. 
Więc róbmy co chcemy, ubierajmy się tak, jak chcemy, nie patrzmy na to, czy to było modne kiedyś, a czy to nie jest, znajdźmy w sobie coś z siebie. I nawet jeśli na zewnątrz nie będziemy wyglądać tak, jak chcielibyśmy (nie zawsze tak się da niestety),powiedzmy honestly- duszą jesteśmy tacy, jacy jesteśmy i nikt nam nie udowodni, że jest inaczej. 


A teraz zakończę to wszystko nutką moich ostatnich upodobań, a jest to dżins, i wszelkie odcienie jasnego różu, szarości i czarnego (black is my happy color, right). Z butów lubię zwykłe trampki, klasyk nad klasykami, ale chyba nigdy z tego nie wyrosnę. Nadal podobają mi się aksamitne szale, i koszule, oraz dużo biżuterii. No i nowszy trend, które bardzo mi przypadł do gustu, a mianowicie wszystko, co ma na sobie wyszywane motywy florku- kwiaty, ptaki, jakieś napisy- kocham to, bo to dodaje naprawdę trochę koloru do tych wszystkich minimalistycznych stylizacji, które od 2 lat stały się takie powszechne.Gdybym miala określić swój styl byloby to coś indie grunge alternative, aesthetic, a czasem oczywiście boho ♥. Bo wszystko jest dla ludzi, a my tymi ludźmi jesteśmy!
Pragnę jeszcze zaznaczyć, że przedstawione poniżej ubrania nie muszą się nikomu podobać, jeśli ktoś stwierdzi, że jest stare i niemodne- I don't care, nie ubierajmy się dla obecnych trendów, a dla tego, co nam się podoba!




Czytaj dalej »

15 lut 2017

Winter break

   Ferie właśnie się u mnie skończyły, więc przyszedł czas, aby je podsumować, nieprawdaż?
Dokładnie 2 tygodnie temu rozpoczął się najpiękniejszy (jak dotychczas sądziłam) okres- czyli ferie. Wolne od szkoły na czternaście dni, dużo śniegu, zabawy z przyjaciółmi, wiele wyprzedaży i.. nic nie wyszło, dosłownie NIC.
Przez pierwszy tydzień miałam remont, o którym pisałam wam już w poprzednim poście. Był to okres, kiedy naprawdę było sporo pracy, sprzątania, przemeblowania, do tego złe samopoczucie również się pojawiło. 
W następnym tygodniu było troszkę lepiej, gdyż miałam możliwość spędzenia go u mojej rodziny. 
Ale mimo tego, nie czuję, żebym dobrze wykorzystała ten czas. Moje zdrowie również nie było w najlepszym stanie i choć cieszyłam się czasem wolnym, nie potrafiłam go dobrze zagospodarować i jedynym ukojeniem było spoglądanie przez okno. 
Najpierw na szare niebo i kałuże rozlane po drodze, krople deszczu spływające po szybie, szum wiatru przedostający się przez drobne szczeliny.
Przypomniało mi to o jesieni, o początku roku szkolnego, o smutnych depresyjnych wieczorach, kiedy lubiłam patrzeć na ten sam widok za oknem. 
Pewnego dnia obudziłam się, aby tym razem ujrzeć zimowy krajobraz, taki jak z czasów mojego dzieciństwa (kiedy jeszcze były "prawdziwe zimy"). 
Puch śniegu swobodnie topniejący na parapecie pod wpływem promyków słońca..Zaraz potem chmury, zakrywające rozświetlone niebo i mróz.. chłód, który tak bardzo kocham. 
Kiedy siedzisz przy oknie i oglądasz to, co dzieje się po drugiej stronie, świat się zatrzymuje, nie ma nic poza tym, co widzisz, słyszysz, czujesz. I czy jest to jesienny widok, czy letni, wiosenny, nieważne, odczucia zawsze pozostają podobne: jest pięknie. 
Powinniśmy doceniać to, że żyjemy w świecie, gdzie mamy jeszcze trochę przyrody, a nasz klimat sprzyja różnorodności. Może i nie mogłam się cieszyć zimą, dużą ilością śniegu, wręcz zamiecią (sic!), lodem, zamarzającymi palcami, na które nie zdążyłam założyć rękawiczek.. cieszę się, że mogłam to chociaż zobaczyć i przypomnieć sobie, że kilkanaście lat temu był to typowy obraz coroczny i było to coś całkiem normalnego. Nit nie myślał, że może nam tego brakować, że współczesne dzieci nie będą znały zabawy, jaka nam kiedyś towarzyszyła.. Te myśli wędrowały za każdym razem, kiedy tylko spojrzałam w okno. Trwało to 2-3 dni, może mniej. Ale to wspominam najlepiej, bo kocham zimę i nigdy nie przestanę. Krótko, zwięźle i na temat.
A wy jak spędziliście ferie? 




Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia